| Nowe zasady dostarczania testów |
| piątek, 24 kwietnia 2009 09:54 |
|
Przeciek tematów do egzaminu gimnazjalnego był dziś jednym z głównych tematów, którym żyły media. - Dorośli się nie popisali, trzeba uczniom powiedzieć, że ich egzamin nie jest zagrożony, z wyjątkiem tych, którzy skorzystali na przecieku - powiedział Krzysztof Konarzewski. Tych dyrektor zamierza znaleźć i podjąć "indywidualne decyzje w sprawie unieważnienia egzaminu". - Będzie to dotyczyło niewielkiej liczby osób. Dorośli natomiast zostaną postawieni w stan oskarżenia - przewiduje szef CKE.
Dyrektor, sprzątaczka, uczeń
Pytania i prawidłowe odpowiedzi humanistycznej części egzaminu dla gimnazjalistów umieszczono w internecie we wtorek. Centralna Komisja Egzaminacyjna natychmiast poinformowała ministerstwo i policję.Policja dziś w nocy ustaliła adres IP komputera osoby, która w przeddzień egzaminu zamieściła w internecie testy z prawidłowymi odpowiedziami. 18-latek z Warszawy, którego siostra pisała egzamin, przyznał się do winy i powiedział, że testy dostał od spokrewnionej z nim sprzątaczki, byłej pracownicy szkoły. Ta z kolei otrzymała je od dyrektorki. Chodzi tu o niepubliczne gimnazjum Fundacji "Dyslektyk" na warszawskim Mokotowie. Testy
Zawinił czynnik ludzki
Według Konarzewskiego zawinił czynnik ludzki, bo "procedura sprawdzała się przez osiem lat, nagle zawiodła i to w tym najbardziej newralgicznym obszarze, w szkole, gdzie wyciekł ten test".
Pytania do części humanistycznej egzaminu gimnazjalnego były przygotowane w tym roku w CKE przez 4-osobową grupę. Stamtąd trafiły za pomocą firmy kurierskiej do strzeżonej drukarni. Według procedur przyjętych przez Ministerstwo Edukacji w 2002 r. testy są przywożone do szkół dzień przed egzaminem i umieszczane w kasie pancernej. Jedyny klucz znajduje się w kieszeni w dyrektora placówki. Rano przed rozpoczęciem egzaminu z każdej sali przychodzi przewodniczący komisji z dwójką uczniów, którzy sprawdzają, czy testy są właściwie zabezpieczone. Są one zapakowane w kartonie, potem jeszcze w folię.
W przypadku egzaminów maturalnych jest podobnie, tyle że do większości szkół arkusze docierają rano, tuż przed rozpoczęciem egzaminu.
- Przecieku w tym roku nie był winny drukarz, nie kurier, nie pracownik systemu egzaminacyjnego, stało się to w szkole - przyznał dyrektor CKE. - To najtrudniej kontrolować, bo tych szkół jest siedem tysięcy, ale obawiam się, że nie będzie wyjścia i będziemy musieli przyjąć dla gimnazjów takie samo rozwiązanie jakie obowiązuje przy maturach. Będziemy testy dostarczać w ostatniej chwili przed egzaminem, tak, żeby nie leżały one w szkole całą noc i żeby nie można było grzebać w nich osobom niepowołanym - zapowiedział.
Na fundamentalną uczciwość zwraca też uwagę Mirosław Sawicki, zastępca dyrektora CKE. - W Wielkiej Brytanii testy są wysyłane pocztą i nie dochodzi tam do żadnych wycieków - powiedział Gazecie.pl.
Opolski wyciek i powtórka matury
Do największego do tej pory wycieku pytań maturalnych doszło w 2004 r. w Opolu. Prawie 14 tysięcy maturzystów z całego województwa musiała ponownie pisać egzamin dojrzałości z języka polskiego i matematyki. Władze oświatowe unieważniły maturę. Udowodniono, że dzień przed pierwszym egzaminem tematy znalazły się na stronie internetowej. Tematy wyniosła pracownica drukarni.
Maturzyści nie chcieli zgodzić się z decyzją kuratora, którą zatwierdził minister edukacji. Doszło do protestów - Druga matura to wielka bzdura! - skandowała młodzież, która obrzuciła jajkami i pustymi butelkami kuratora oświaty i wojewodę.
Rok później CKE zapewniała: operacja "Nowa matura" jest dopięta na ostatni guzik. - Staramy się przewidzieć każde zagrożenie, o wszystkich ewentualnościach dyskutujemy z dyrektorami okręgowych komisji egzaminacyjnych - zaznaczała Maria Magdziarz z CKE. - Niestety, życie jest bogatsze od wyobraźni. W ubiegłym roku w jednej ze szkół na Pomorzu skradziono szafę pancerną! A chodziło tylko o egzamin na koniec szkoły podstawowej.
|