button

Wyszukiwarka


Forma prawna
Województwo
Kierunek kształcenia
Rodzaj szkoły

Alternative flash content

You need to upgrade your Flash Player

Get Adobe Flash player

Problemy ze szkolnymi obiadami
wtorek, 05 maja 2009 09:54
phoca_thumb_s_obiad2Za kontrolę szkolnych jadłospisów odpowiada sanepid. Jak to możliwe, że jego urzędnicy nie interweniowali na stołówkach, w których dzieci przez pięć dni w tygodniu jadły kluski i piły przesłodzone kompoty?

Kluski przez pięć dni w tygodniu, przesłodzone kompoty, półkilogramowe purée z ziemniaków (by obiad sprostał ustalonej przez dietetyków wartości kalorycznej), pełne dwa dania tylko w 28 ze 182 małopolskich gmin - to wyniki kontroli w szkolnych stołówkach. Wojewoda skontrolował szkoły, bo chciał sprawdzić, jak wykorzystywane są przekazane przez niego gminom pieniądze na dożywianie uczniów. W ub. roku przekazał na ten cel 40 mln zł, kolejne 20 mln dały gminy.

Do Szkoły Podstawowej nr 68 w Krakowie co kilka miesięcy przychodzą pracownicy sanepidu. Kontrolują dziesięć wybranych losowo jadłospisów szkolnych obiadów. Sprawdzają, czy kuchnia serwuje uczniom surówki, czy kluski pojawiają się na talerzu nie częściej niż raz w tygodniu. Oceniają każdy dzień. Potem wyciągają z nich średnią i wystawiają stołówce ocenę. Na piątkę może liczyć jedynie obiad złożony z węglowodanów, tłuszczy, białka, świeżych warzyw i owoców. Za same węglowodany i tłuszcze na talerzu stołówka dostaje stopień niedostateczny.
W ten sposób sanepid powinien sprawdzać pracę stołówek we wszystkich szkołach w województwie. Co robili jego urzędnicy w gminach, gdzie kontrole jadłospisów wypadły fatalnie?

- Kontrolowali, wydawali zalecenia i na tym się kończyło - przyznaje rzecznik sanepidu Anna Armatys. - Niestety nie mamy żadnych narzędzi prawnych, by wyciągać konsekwencje za złe żywienie uczniów. Jedyne co nam wolno, to przeszkolić kucharki z prawidłowego komponowania jadłospisu - dodaje.

Przyznaje, że w wielu szkołach w województwie jakość żywienia jest zła: - Dyrektorzy tłumaczą, że podniesienie wartości posiłku jest równoznaczne z podniesieniem jego ceny, a na to nie stać wielu rodziców. Argumentują, że lepiej, by więcej głodnych dzieci zjadło cokolwiek niż mniej solidny obiad - tłumaczy.

Z kolei urzędnicy wojewody przekonują, że to nie brak pieniędzy jest powodem fatalnego żywienia uczniów (w ubiegłym roku w województwie na ten cel poszło 60 mln zł), a...lenistwo odpowiedzialnych za przygotowanie obiadów osób. 

- Bo lepiej gotować kluchy, niż porcjować mięso dla kilkudziesięciu uczniów. Łatwiej kupić wszystkim kanapki, niż organizować catering w szkole, gdzie nie ma stołówki - mówiła Woźniak, komentując wyniki kontroli.

W szkołach, gdzie stołówki prowadzi gmina (opłaca koszty utrzymania kuchni i pensje kucharek) rodzice pokrywają jedynie tzw. wsad do kotła, czyli zakup produktów. W Krakowie dyrektorzy przekonują, że można skomponować pełnowartościowy posiłek już za 3 zł. Robi tak Teodozja Maliszewska, dyrektorka SP nr 68: - Gdy zaczął się kryzys, podniosłam cenę o 50 gr. Po dwóch miesiącach z tego zrezygnowałam, bo pieniądze zostawały. 

Catering niestety jest droższy i kosztuje rodzica ok. 8 zł. 

Do krakowskich placówek wojewoda nie ma zastrzeżeń, podobnie do tarnowskich i nowosądeckich. Najgorzej jest w małych gminach (urząd nie chce podać ich nazw).

Wczoraj rzeczniczka Jerzego Millera zapowiedziała, że te, które się poprawią i będą komponować uczniom wzorcowe posiłki, mogą liczyć na nagrody.

- Środki na żywienie uczniów zostaną zwiększone. W ten sposób chcemy zmobilizować samorządy, by zaczęły dbać o politykę żywieniową uczniów - mówi Woźniak. 

Według zaleceń dietetyków szkolny obiad powinien mieć wartość energetyczną ok. 1000 kcal. W ciągu pięciu dni uczeń tylko raz powinien jeść danie bezmięsne. Złe żywienie dziecka prowadzi do wad rozwojowych. Zarówno fizycznych, jak i psychicznych. 

źródło: Gazeta Wyborcza Kraków


 

Dodaj komentarz

Kod antysapmowy
Odśwież