| Nordic Walking jest dla wszytkich - wywiad z rekordzistką świata! |
| czwartek, 27 sierpnia 2009 09:55 |
|
Jest Pani rekordzistką świata w Nordic Walking - maszerowała Pani nieustannie przez 12 godzin. Jakie to było przeżycie? Co było najprostsze, a co najtrudniejsze w tym marszu?
Najtrudniejsza była nuda. Chodziłam po bieżni stadionu w Skoczowie i po kilku okrążeniach znałam na pamięć treść tablic umieszczonych wokół stadionu, rozkład latarni i słupków oraz całą topografię tego miejsca. Gdyby nie strażacy i Skoczowianie, którzy przychodzili na stadion, brali kijki i przechodzili ze mną kilka okrążeń opowiadając mi swoje najróżniejsze historie, to naprawdę byłoby ciężko. Ich opowieści i towarzystwo zajmowało mi umysł i dzięki temu mogłam spokojnie i równo iść. Jeśli głowa płata figle i zaczyna zajmować się w trakcie takiego zadania myślami o kłopotach, o niezałatwionych sprawach itp., to wybija to z rytmu i człowiek przestaje koncentrować się na zadaniu a zaczyna na problemach. A mi akurat wtedy było potrzebne skupienie, żeby przez te 12 godzin móc maszerować. Najprostsze było wziąć kije i zacząć iść, bo chyba nie zadawałam sobie sprawy z tego, jaki to jest wysiłek. Tak to oceniam z perspektywy czasu.
Dlaczego akurat Nordic Walking? Jak Pani dowiedziała się o popularnych "kijkach", o których jednak jeszcze 2 lata temu, a więc gdy biła Pani ów rekord, w Polsce mało kto wiedział?
Nordic walking zainteresowałam się po tym, gdy zepsute kolano nie pozwalało mi uprawiać innych sportów lekkoatletycznych, a ta właśnie dziedzina sportu interesuje mnie najbardziej. Mam też psa, który wtedy miał rok, a że jest to potrzebujący dużo ruchu owczarek niemiecki, musiałam znaleźć sposób, aby z nim móc zażywać aktywności. Bieganie nie wchodziło w grę z powodu kolana, rower też nie, bo poduszki psich łap silnie ścierają się na asfalcie czy kostce, z których są wykonane ścieżki rowerowe. Niewybiegany pies to duży kłopot, więc trwały poszukiwania czegoś, co moglibyśmy „uprawiać” z Frodo. I okazało się, że jest coś takiego jak Nordic Walking. W pierwszej chwili pomyślałam, że to sport dla emerytów i miałam duży dystans. Jednak, gdy spróbowałam i przekonałam się, jak mocno można się zmęczyć i ile mięśni angażuje się w chodzenie z kijami, polubiłam od razu. Pies też. To ostatecznie przesądziło sprawę.
Jak długo Pani trenowała nim zdecydowała się Pani pobić rekord świata? Czy planuje Pani kolejne podobne przedsięwzięcia?
Zanim podjęłam decyzję o próbie ustanowienia rekordu, chodziłam z kijami rekreacyjnie. Po tym, gdy zapadła decyzja, że spróbuję, solidnie trenowałam 2, 3 miesiące. Treningi opierały się na ogólnym przygotowaniu organizmu do długotrwałego wysiłku. W moim przypadku był to fitness co drugi dzień i od 5 do 15 km bardzo szybkiego chodu albo wolnego truchtu (też z kijkami!) dziennie. Szczegółowy plan opracował dla mnie Marek Szuster, wielokrotny rekordzista w różnych dziedzinach, także w NW.
Teraz czekam na to, aż ktoś pobije mój rekord. Może to zmotywuje mnie, aby potem pobić ten nowy…
Co sądzi Pani o takich inicjatywach jak najbliższe Mistrzostwa Polski Nordic Walking w Gnieźnie, współorganizowane m. in. przez Centrum Edukacji i Rozwoju EFEKTY?
Im więcej takich inicjatyw, tym lepiej. NW jest wspaniałym sportem, łatwo dostępnym, nie wymaga nakładów finansowych i wielkiego przygotowania. Trzeba tylko mieć kije i odrobinę wiedzy o technice chodzenia – godzina z dobrym instruktoremJ Ważne jest też to, że można chodzić wszędzie i że można zacząć w dowolnym momencie, nie jest potrzebny specjalny tor ani wyprawa do obiektu sportowego, jak np. na basen. To także sport dla różnych typów osobowości, bo można rozmawiać idąc w grupie, poplotkować, czy nawet ubić interes, a można też chodzić samemu i mieć wtedy czas tylko dla siebie, na przemyślenie ważnych spraw na przykład. Chciałabym, aby młodzi ludzie spróbowali pochodzić z kijkami, przekonaliby się jak może to zmęczyć i ile daje satysfakcji. Cieszę się, że popularność NW rośnie i to rośnie w różnych grupach wiekowych.
To wspaniałe co widzę prowadząc zajęcia z psami w publicznych parkach i laskach – całe rodziny chodzące z kijami! Także dzieciaki. Wiele moich znajomych będących w ciąży sięga po kije – to wygodny sport, bo daje 4 punkty podparcia i można wybierać jaką część ciała obciążyć bardziej – czy barki czy biodra. Jedna znajoma chodziła z kijami nawet na wizyty kontrolne do lekarza, mówiąc, że w zaawansowanej ciąży jest jej wygodniej. Będąc z zawodu instruktorem szkolenia psów i terapeutą zachowań zwierząt, nie mogę nie wspomnieć o korzyściach, jakie daje uprawianie NW ze zwierzem. Mówiłam już, że wybiegany pies, to pies spokojny. A z doświadczeń wiem, że większość problemów, jakie psy sprawiają swoim właścicielom wynika z niedoboru ruchu i bodźców zmysłowych. Mając kije, możemy zabrać naszego psa na godzinny spacer dwa razy dziennie, za każdym razem w inne miejsce i rezultat takich spacerów będzie podwójny – szczęśliwy, spokojny, bezproblemowy pies i odstresowany, zaktywizowany, dotleniony, sprężysty właściciel. Lepiej nie można!
Trzymam kciuki za startujących w Mistrzostwach. Będę obserwować ich zmagania w niedzielę w Gnieźnie.
Wywziad przeprowadził Marcin Pera
|
Komentarze
Kanał RSS z komentarzami do tego postu.